wtorek, 22 grudnia 2015

Popłynęłam daleko...
Jak wiele razy wcześniej.Sama i ze starszym bratem.I płynęłam jak zawsze.Kto by pomyślał ,że w Zatoce Gdańskiej są tak silne prądy? Z pewnością nie ja...
Razem ze mną była koleżanka,sprawy potoczyły się błyskawicznie.Nawet się nie spostrzegłam ,kiedy znalazłam się pod powierzchnią,to był moment.Spojrzałam w górę i zobaczyłam nad sobą wodę.W głowie miałam tylko jedną myśl " nie wpadaj w panikę,nie wpadaj w panikę". Może to mnie uratowało,a może nie miałam utonąć...A może dostać nauczkę albo wszystko razem..
Wypłynęłam na powierzchnię.
Koleżanka krzyczała,ale to zrozumiałe,niektórzy różnie reagują w takich sytuacjach.Chłopaki już do mnie płynęli,ale i tak byli jeszcze daleko.Sama dopłynęłam bliżej brzegu,a oni  wynieśli mnie na piasek.Zupełnie opadłam z sił,nawet nie mogłam wstać.Nogi miałam jak z waty.
Moja  Babcia nigdy się o tym nie dowiedziała,jeszcze dostała by zawału..
Sytuacja ta miała miejsce wiele,wiele lat temu,teraz latem dalej od brzegu ,pływa policyjna motorówka i kto za daleko wypłynie każą zawracać.Mojego brata ostatnim razem też zawrócili,ale jemu nie ma co się dziwić,mieszka teraz daleko od morza... Ja to rozumiem ;)
Jak zawsze, nie zniechęciłam się tamtym wydarzeniem,nadal pływam,uwielbiam.Potrzebuję wody jak ryba,w końcu Gdańszczanka od urodzenia :) Zimą chociaż na spacer,sam widok.Od zawsze.
Przyglądam się jak "morsy" wskakują do wody.Na wesoło :)
Ostatnio nawet jakiś gościu samotnie pływał.Brawa za odwagę.Temperatura wody pewnie była zachęcająca :))
Mamy w Gdańsku jeziora,też lubię.Ale to właśnie morze kocham.
Znałam kilka fajnych,czarownych miejsc nad tutejszymi jeziorami,teraz te same miejsca są nie do poznania.Jak grzyby po deszczu w ich pobliżu wyrosły całe osiedla mieszkaniowe.Dlaczego w tak piękne miejsca człowiek zawsze musi wsadzić swoje łapczywe łapska? Niedługo pewnie , gdzie się nie odwrócę ,zobaczę chyba tylko beton...Niestety :(
Ciepło,czuję jakby to było suche przedwiośnie.Za dwa dni Święta ,pogoda jest chyba innego zdania.Nawet róże na moim balkonie kwitną i wypuszczają nowe listki.Mamy grudzień?
Pomimo pogody,cudownych Świąt w rodzinnym gronie ,Wszystkim :)







czwartek, 17 grudnia 2015

Święta

Brak śniegu i mrozu sprawia,że jakoś nie czuję  "tego nastroju"  .Chociaż gdzie się nie odwrócę ,same choinki i girlandy...
Żeby zobaczyć śnieg,to chyba trzeba udać się w Dolomity.
W zeszłym roku o tej porze stała choinka już " ubrana",a teraz...nawet nie chce mi się myśleć ,że kilka godzin miałabym ją ubierać.Jednak będę musiała,bo dzieci uwielbiają naszą choinkę.
Siedzę w kawiarni,patrzę na tych ludzi,jakoś zawsze przed świętami jest ich więcej.Tak,jest tych  kilka milionów Polaków,ale w ten czas jakoś tłumniej wszędzie.Spoglądam jak się miotają w tej gorączce zakupów i myślę,na co komu tyle niepotrzebnych ,a może potrzebnych? rzeczy.Do tego te tony jedzenia,jakby mieli się najeść do syta na miesiąc.A potem i tak większość wyląduje w śmietniku.Tylu głodnych ludzi na świecie..Konsumpcjonizm na skalę nie do ogarnięcia moim umysłem.
Najlepsze święta Bożego Narodzenia ,to te z mojego dzieciństwa.Był śnieg i mróz,były potrawy, na które czekało się cały rok.Nie to co teraz,gdy masz  ochotę to możesz   zjeść w każdej chwili ,nawet najbardziej egzotyczny owoc, z drugiego końca świata.
Do tego ta atmosfera,nie do kupienia ani uzyskania za żadne pieniądze.
Śpiewanie kolęd,czytanie modlitwy przed kolacją.
Boże Narodzenie u mojej ciotki,która mieszkała dwie ulice dalej,te zaczerwienione nosy od mrozu,a przecież nie było daleko. Płatki śniegu wirujące w świetle mdłych,żółtych ,ulicznych lamp.
I ta ciotki choinka ,zawsze żywa i pachnąca, z pięknymi bombkami,cudownie nakryty stół ,nawet herbata miała inny smak i znaczenie.Radość ,gdy ciotka rozdawała prezenty i każdy cieszył się jak dziecko,nawet z drobiazgu.I te chwile,kiedy w środku nocy szło się na Pasterkę i ten skrzypiący śnieg !!
I ta przykra sprawa,gdy miałam 9 lat i moja Babcia kazała mi kupić dużego,żywego karpia,a ten nieborak tak się szamotał w siatce,że ją rozerwał i wyślizgnął mi się na chodnik i ja go łapałam,a on cały był pokrwawiony i oblepiony piaskiem.I tak zapłakana, z tym przyciśniętym mocno do piersi karpiem, wracałam do domu.Karpia nie jadłam.Pływał do momentu.... Zresztą nie jadam karpi do dzisiaj.
Tak to były Święta,niezapomniane,duchowe.Teraz tego nie ma,chociaż sama oprawa może być całkiem ładna.Nic nie jest w stanie powtórzyć tej atmosfery.
Udanego dnia! :)






wtorek, 15 grudnia 2015

Sopot.Stara ,odrestaurowana kamienica.
Wiedziałam ,że będzie pięknie.Po pierwszym spojrzeniu na rzeźbione drzwi.Już sama klatka schodowa wprawiła mnie w zachwyt.Mój M.otworzył drzwi....
180 metrów kwadratowych cudownego,klimatycznego wnętrza.Dodatkowo ,odnowiona  ,duża weranda.Tak,moja dusza została mile połechtana .Takie miejsca jak To,są bliskie memu sercu,nowe,może i ładne,ale to własnie te stare wzbudzają mój zachwyt.Kiedyś  potrafili zbudować coś pięknego.
Oczami wyobraźni widziałam co i gdzie  bym ustawiła.... :)) Ale,wiem,że właściciel "zepsuje" to wnętrze.Ma zgoła inną wizję od mojej ;) A zawartość tego apartamentu będzie daleka od klimatycznej...
M.powiedział,że gdybym to ja miała je urządzić,to z pewnością  cena tej nieruchomości podwoiła by się :))
Mhmm,fakt,wszystko co wybieram jest najlepsze i najładniejsze ,nawet jeszcze nie znając ceny,mam tak od zawsze...Niestety .
Ale takie wnętrza zasługują na piękną oprawę.Poza tytm ,jeśli kogoś stać na wydanie kilku milionów złotych na samą taką nieruchomość,to co tam takie "grosze" na aranżacje wnętrza?Gdyby ten apartament był w innym mieście,to cenę zapewne miałby inną.A Sopot to nadmorskie,turystyczne miasto najdroższych hoteli,nieruchomości i ekskluzywnych samochodów.
Latem unikam Sopotu,za dużo turystów,zgiełku i korków.Oprócz słynnego ,pieknego Mola,krzywego domku i sławetnego Monciaka,nic tak naprawdę tam nie ma.Na Monciaku panuje lans i totalny snobizm.
Chcecie zobaczyć facetów z ogolonymi nogami w modnych,markowych mokasynach ,to zapraszam latem do Sopotu właśnie.
Może są jakieś amatorki gładkich męskich nóg,ale ja jestem zdecydowanie bardzo na NIE! Mężczyzna  ma być zadbany,owszem,ale   męski i naturalny.
Powracając do tematu,bo trochę zboczyłam z kursu :)) z całym tym moim uwielbieniem do starych kamienic,ale za cenę takiego lokum ,wolałabym w ciszy i spokoju  mieszkać za miastem.Zdecydowanie tak.
Samych wspaniałych chwil dla wszystkich :)

czwartek, 10 grudnia 2015

Marzenia

   Marzymy zawsze o czymś czego nie możemy albo nie będziemy mieli.Taki jest człowiek.Nie mówię tutaj o rzeczach materialnych,bo na upartego jeśli zdobędziemy odpowiednią kwotę na coś upatrzonego,wyśnionego,to rzeczą oczywistą  jest,że będzie nasze.
Mam na myśli sprawy niematerialne,o czymś dla innych,dla tych ,którzy na to zasługują.Jak w moim przypadku,gdy największym marzeniem było,aby Babcia była zdrowa i długo żyła.Tak i teraz chciałabym dla innych czegoś lepszego,niestety na tak wiele spraw nie mamy wpływu.Jest jak jest.Czy może się coś zmieni?Wątpię,chociaż bardzo bym chciała .Ludzie za dużo myślą o sobie,tak było, jest i będzie zawsze.Nieliczni czegoś chcą dla ogółu.A może wtedy życie byłoby lepsze?
Na początku września byłam na urodzinach szkolnego kolegi młodszego syna.Impreza odbyła się poza miastem,w domu jubilata.
Dom w środku lasu,ze stawem,pomostem,pięknymi brzozami.Sam dom duży,nowocześnie urządzony,ale zupełnie nie w moim stylu.Jak wiele dzisiejszych domów,które niby wszystko mają, ale czegoś im brak...
Rozmawiając w przestronnej kuchni z matką solenizanta,weszła matka jednej z dziewczynek,prawie 50 letnia pani B.Na jej twarzy była widoczna zazdrość tak wielka,że aż porażało...
A ja byłam totalnie zmieszana...
Zazdrość to ludzka cecha,ale bardzo brzydka.Pani B.mówiła,że o takim domu bardzo marzy...No ja myślę,nie musiała nawet tego mówić.A to tylko dom,widziałam lepsze,a nawet jeden do którego mogłabym się natychmiast wprowadzić.
Tak, każdy czegoś chce,z głębi serca albo żeby móc coś udowodnić innym.
Jedna z moich koleżanek pomaga ludziom,kształciła się w tym kierunku,nieraz jest bardzo zmęczona,ale jak mówi,chyba ta satysfakcja jej wszystko wynagradza.
Może czasem warto pomyśleć o innych?
Dla wszystkich ,dużo dobrego .
P.S. Maja,sprzedaj tą swoją wspaniałą polską oazę i przyjedź na wybrzeże,wybudujesz drugą,piękniejszą!Ściskam :)






czwartek, 3 grudnia 2015

Hmmm..

Dzwoniła moja fryzjerka z zapytaniem,czy nie chciałabym oddać swoich włosów na szczytny cel.Zbierają zdrowe włosy dla pacjentek onkologicznych .
W sumie to czemu nie? Włosy to nie materiał,odrosną,do tego można komuś pomóc.
Parę lat temu ścięłam włosy na bardzo krótko,tylko dla swojej chwilowej fanaberii by zrobić na złość mężowi...
Nawet już nie pamiętam ,o co tak naprawdę byłam na niego zła,ale jak to ja,w danej chwili musze coś szybko zrobić..
Poszłam do łazienki ,obcięłam włosy na krótko,jedno jest pewne,fryzjerka nigdy nie będę ;)
Taaaaaa,efekt mojej pracy był zaiste imponujący.....
Gdy tylko wyszłam ,mój mąż na mnie spojrzał i powiedział " ...zobacz jak Ty teraz wyglądasz ...co sobie zrobiłaś..." a mnie dziki szlag trafił jeszcze bardziej,bo nie udało mi się co zamierzyłam.Nie lubię,gdy coś idzie nie po mojej myśli,bardzo....
Dobrze,Że to byla zima,więc została mi tylko czapka,a do ciepłej wiosny trochę odrosły.Tak... Cała ja...
 Kiedyś jechałam ze starszym bratem autobusem nad otwarte morze.Było bardzo gorace lato.Byłam bardzo szczupła,miałam wtedy krótkie włosy  i ubrana byłam tylko w koszulkę i szorty.Ustąpiłam miejsca jakiejś starszej pani,a ta mi powiedziała .." dziękuję chłopcze"...myślałam ,że padnę ze śmiechu,mój brat także ;)
Nawiązując jeszcze do moich włosów,jestem trochę na ich punkcie przewrażliwiona,bo to w sumie ozdoba każdej kobiety,ale ja na punkcie moich to już w ogóle..
W pierwszej klasie liceum na tzw..'obcinaniu kotów",chyba taka fachowa miało to nazwę,mój starszy brat w wojsku tez to miał.Takie gnębienie nowych ,zresztą to jakaś głupota wymyślona przez idiotów....
Poszłam do łazienki,a tam napadły na mnie trzy dziewczyny i powiedziały ,że teraz to mi obetną te moje długie włosy...Cóż,nie lubię ,gdy ktoś niepowołany mnie dotyka,a jeszcze  bardziej,gdy chce mi obciąć moje włosy....
Dość powiedzieć,że dyrektorka szkoły nigdy się nie dowiedziała,dlaczego te trzy dziewczyny miały rozbite nosy,a do końca mojego chodzenia do szkoły,one ani razu już nie spojrzały w moją stronę....
Tak,jestem grzeczna ,ale do chwili.
Praca czeka .Wszystkiego dobrego :) !

wtorek, 1 grudnia 2015

Pomagam starszemu synowi w języku polskim.Referat.Cóż..
 Sięgam pamięcią wstecz i przypominam sobie ,jak dla mnie napisanie czegokolwiek nie nastręczało żadnych problemów,Nawet na maturze z języka polskiego,jak mi później powiedziała moja wychowawczyni ,napisałam więcej od osoby sprawdzającej moją pracę... ;)
Pisać bardzo lubię,od zawsze.Z kuzynkami ,które mieszkały na południu Polski,pisałyśmy do siebie dużo listów,regularnie.Nie było komputerów,internetu.Może to i lepiej? Tylko telefony stacjonarne i listy.Listonosz często gościł w naszym domu :)
W liceum pisałam koleżankom różne prace za pieniądze ;) Adekwatnie do ich indywidualnych możliwości.Znajomość znajomością,a biznes to biznes : )
Nawiązując do matury ,to z perspektywy czasu chce mi się śmiać,bo jak można wylosować na dwóch egzaminach pisemnych miejsce w pierwszej ławce i na dodatek !! naprzeciw komisji!! Tak ,ja miałam to szczęście / nieszczęście... I to się przeżyło.
Teraz przyglądam się jak mój syn dosłownie się męczy...No cóż tej zdolności pisania po mamusi nie otrzymał :) Dobrze jednak,że z przedmiotów ścisłych jest bardzo dobry. 
Wspaniałego dnia WSZYSTKIM :)
P.S.Czy w obecnych czasach ktoś jeszcze pisze listy??




poniedziałek, 23 listopada 2015

.

Przyjaciólki.Jako takiej prawdziwej,od serca nigdy nie miałam .Na palcach jednej ręki moge policzyć te z którymi mogę obiektywnie porozmawiać na różne tematy.Bo dla mnie Przyjaciel / Przyjaciółka to ktoś ,komu mogłabym powiedzieć,że kogoś zabiłam,a Ona zapytałaby gdzie ukryjemy ciało.
Może wcale nie ma takich przyjacół ?! Jeśli natomiast ma ktoś taką osobę,jest szczęściarzem ;)
Parę miesięcy temu zakończyłam "znajomość" z pewną ,starsżą o kilka lat ode mnie kobietą.Jej syn chodzi razem z moim do klasy.Osoba ta strasznie mnie męczyła psychicznie ,wręcz zatruwała ...Nie wiem jakby się to zakończyło,a myślę,że może skończone byłoby moje małżeństwo...Nie chcę patrzeć na świat oczami bardzo zgorzkniałej osoby.Pełnej pretensji do całego świata.Której życie potoczyło się tak,a nie inaczej...WIEM,na pewne sprawy nie mamy wpływu,dzięją się ,koło nas,gdzieś na świecie.Natomiast posiadamy mózg,dzięki któremu możemy podejmowac decyzje.Czy trafne,czy nie , już inna rzecz.
Skąd się biorą tacy ludzie?To doskonałe pytanie.Może tacy się już rodzą ,może pewne życiowe losy stwarzaja warunki dla takich charakterów?
I ja w życiu nie miałam ani prosto,ani różowo.Ale gdybym podchodziła do świata tak,jak ta osoba,pewnie byłabym jak ona.NADAL CHCĘ POZOSTAĆ SOBĄ.
Mam wujka ,który był w obozie koncentarcyjnym ,pomimo wszystkiego co w życiu przeszedł,nadal ma błyskotliwy umysł i pogodę ducha.A nadany mu numer na ręce ,z pewnośscią nie pomaga zapomnieć o doznanych krzywdach .Niektórzy się nie zmieniają.
Mąż powiedział,że muszę zakończyć tę znajomość,bo posmutniałam .Z kim przestajesz takim się stajesz.Chociaz mam swoje poglądy i zasady przebywanie z takimi ludżmi,działa pesymistycznie.Niech żyją własnym "życiem".Ja nie chce się zmieniać dla nikogo i nigdy.
 I tym sposobem stwierdzam ,że nigdy nie miałam i nie będę mieć Przyjaciółki.tak jest mi chyba pisane.A może to lepiej?Bo czy mam przepraszać za to ,że jestem mężatką,mam  ustabilizowane życie,a ktoś inny jest samotną matką?
Motto na dziś,trzymajmy się z dala od  toksycznych osób ,życie i tak jest dość skomplikowane.
MIŁEGO DNIA! Słońca nadal brak...






piątek, 20 listopada 2015

...


Lato gdzie jesteś ?Beznadziejnie ciemne dni listopada...Potrzebuje .... słońca .Coraz gorzej znoszę jesień,..nie cierpię !!! Chcę wiosny,kwitnących drzew,śpiewu ptaków...
Wiem,taki klimat....Dobrze,że chociaż mieszkam nad morzem,jeden plus.Pomimo wszystko ... muszę to przetrwać .
Lipcowa Warszawa.Stolica moim okiem.
Wspaniałego weekendu wszystkim.



























sobota, 14 listopada 2015

Wspomnienia ..

     Zamykam oczy,jestem na pobliskiej ,wysokiej górze,skąd rozpościera się wspaniały widok na moją rodzinną okolicę.Widzę w oddali ceglany kolor dachu  mojego domu,dalej wieżę kościoła,domy znajomych ,wysokie drzewa.Wiatr owiewa moją twarz,siedzę sama.Ten widok mam zapamiętać na zawsze.Domu juz nie ma,góry także.
Wspominam gorące lata,gdy boso po rozgrzanych alejach działkowych szłam do sąsiada,bo właśnie moja Babcia tam była.Pamietam zapach kwitnącego groszku ,wijącego się po ogrodzeniu.I najwspanialszy ogród różany tegoż sąsiada,jaki w całym swoim życiu widziałam.Miałam 12 lat,a ten sąsiad brał sekator i robił dla mnie bukiety z tych pachnacych róż.A ja stawiałam je potem w wazonie na stoliku przy moim łóżku.
Pamietam drugiego sąsiada zza płotu,który miał czarowny zakątek konwalii,które roztaczały w maju wspaniały zapach Uwielbiałam także jego jabłka ,zwłaszcza z jednej jabłoni,małe,bardzo czerwone z drobnymi ,jasnymi kropkami na skórce,białym miąższem.Wybornie soczyste.Niestety nazwy tejże jabłoni nie pamietam ;)
Tęsknię za moją Kochaną Babcią,która ,gdy byłam bardzo chora pewnej zimy i musiałam brać zastrzyki,siedziała  przy moim łóżku całą noc...A kiedy w nocy się budziłam,widziałam ją pochyloną nad ksiązką przy zapalonej lampce.Tęsknie za kojącym dotykiem jej rąk,za jej trafnymi uwagami dotyczącymi mojego zachowania.Tak doskonale mnie znała......Brakuje mi jej... To ona powiedziała,ze mój przyszły mąż to dobry człowiek,znała się na ludziach...
Wspominam,jak na owej górze,pierwszy i ostatni raz uczyłam sie palić papierosy z grupą znajomych.Po wypaleniu się dziury w mojej nowej spódnicy,definitywnie stwierdziłam ,że to nie dla mnie.Poza tym nie umiałam sie zaciągać i wszystko smierdziało dymem.
Pamietam,jak z moimi bracmi obrzucaliśmy się zgniłymi ziemniakami ,a gdy ich zabrakło ,to kępami traw.I gdy grałam z nimi w piłkę nozną,potem juz nie chcieli ze mną grać...
Pamiętam ogromne,rozłożyste kasztanowce  za płotem mojego ogrodu,na które wspinałam sie z kolegami.I jak letnimi wieczorami zbieraliśmy się duża grupą i dopiero zaczynała się najlepsza zabawa,a jedna z koleżanek musiała juz iść ,a bardzo chciała zostać :)
Pamiętam zimy,śnieżne,mrożne,gdzie szukało się odpowiedniej górki do zjeżdżania.I gdy całkowicie przemoczeni,ale szczęsliwi wracalismy do swoich domów.I kiedy mój najstarszy brat sadzał mnie na na drewniane sanki i ciągnął na wspaniałą przejażdżkę,a ja spoglądałam na iskrzący się śnieg.Tę frajdę,gdy podglądałam i podkradałam nowe ksiązki temu starszemu bartu,a nie były to tytuły dla 13 latki.Ksiązki kochalismy wszyscy bez wyjątku.
Pamietam,gdy siedziałam z moją pierwszą miłością na ławce,a jego sąsiad wyrzucił przez okno papierosa,a ten przeleciał koło mojej głowy,a On na to,że gdyby mi zapalił włosy, to by sąsiada zabił :) Sąsiad pewnie podsłuchiwał! ;)
Pamiętam wyraz twarzy kolegi z dzieciństwa,który za mną ciągle chodził i kochał się we mnie,a ja go odrzuciłam,bo był tylko kolegą z dzieciństwa.Pamiętam złość jego dziadka,kiedy  jego wnuczek złamał rękę ,bo skoczył nie tam gdzie mu kazałam.Na betonowy podjazd naszego garażu,a nie na trawnik ... Wtedy jego dziadek powiedział,że jestem największą,babską "cholerą " tego świata....Jego babcia zaś mnie bardzo lubiła ,z moją zresztą wzajemnością.Nie wiem,czy  z racji tego,że to właśbnie mnie babcia wychowywała,czy też innej przyczyny.Bardzo mnie wzruszał widok starszych osób .Kiedyś widziałam starszą panią,która ledwo szła ,była tak strasznie zgarbiona.
Pamiętam smak słodkich truskawek z naszego ogrodu,rosy na trawie o poranku,gruchajacych gołębi.Sąsiada,któremu dobrze obrodził orzech włoski i chciał się nimi podzielić całym wiadrem.
Pamiętam,gdy z koleżankami siadałyśmy ciepłymi wieczorami na schodach mojej werandy i śmiałysmy się ,aż do bólu brzucha.. Gdzie ten śmiech???!!
Pamietam jak moja Kochana Babcia uczyła mnie modlitw i śpiewała mi taką smutną pieśń ,którą bardzo kochałam ,ale zawsze słuchając jej, płakałam.
I gdy oglądałam po raz pierwszy w TV 'Bonanzę" i na widok padających koni,popadałam w czarną  rozpacz.
I wielki strach ,gdy moja Babcia była w szpitalu, a ja nie mogłam się odnależć bez niej w pustym domu.
Pamietam też ,gdy pewnej mrożniej zimy,kolega przyniósł mi pekaty słój  malych ,rudych myszek,skąd on je wziął?A babcia wyrzuciła  je na śnieg i wrony je zjadły.Nie odzywałam się do Babci kilka dni!Myszki miały takie czarne oczka:) No,ale myszy to my mieliśmy juz w domu,bo na zime przychodziły te z ogrodu i chrobotały po kątach...
Pamietam juz jako młoda mężatka ,gdy wraz z mężem wstawaliśmy o 3 nad ranem ,bo nasz pies specyficznie ujadał,niechybny znak,że jeża znalazł :)
Wspominam tez czas,gdy drzwi naszego domu były praktycznie zawsze otwarte,a ja po powrocie kogoś zastawałam rozmawiającego z Babcią.Pamietam,gdy pojechałam z nią nie pierwszy raz na wieś i czułam ten specyficzny zapach Roztocza,Chyba ta ziemia tam tak pachnie... I gdy przemiły pan podwiózł nas swoja furmanką.oczywiście koń był dla mnie najważniejszy.Ach te konie.
Pamietam smak cepłego mleka z pianką prosto od wydojonej krowy..Ku zdziwieniu moich kuzynek,które tego mleka nie lubiły :)
I barany ,kótre wujek hodował ,a które w swej wielkiej miłości wypuściłam z zagrody ,a baran przywódca mnie tryknął,aż  straciłam przytomnośc.Niewdzięczny, a ja dałam im swobodę!.Wtedy wszyscy na wsi się wystraszyli,bo myśleli,że nie żyję.Na swoje szczęście,nie podnosiłam się,musiał mnie nieżle trzepnąć swoją drogą :),bo pewnie bym drugiego razu nie przeżyła.Baran był piękny,cudowny,ze wspaniałymi rogami.Zresztą to mój znak zodiaku..Kocham zwierzęta,one czują bezwarunkową miłość do ludzi,są naturalne,ludzie udają.
Pamiętam,jak u innej ciotki w mieście,wyszłam na balkon i wsadziłam głowę w żeliwne szczeble,aby popatrzec na rudego jamnika chodzacego na dole.Głowa moja utknęła i trzeba było zadzwonic po strażaków...
Pamietam sztorm na Bałtyku o 3 nad ranem,gdy siedziałam z moim bratem na plaży.I wspaniały zapach soli w powietrzu.W drodze powrotnej chłopaka ,który miał najwiekszego białego szczura ,jakiego widziałam w życiu.Pamietam dyskoteki,z których czasem wracałam sama do domu,bo brat chciał jeszcze zostać.Rano ostro dostawał od babci.Chłopak to chłopak..I pamiętam tę straszliwą chwilę,gdy ten brat dla żartu ,wrzucił mi za bluzkę ogromnego pająka krzyżaka,a ja ze strachu straciłam przytomność.Strach pozostał,to jedyna rzecz ,która mnie przeraża,pająki.Zresztą one nie mają w sobie nic ładnego,chociaż są pożyteczne.
Pamiętam jak sąsiadowi uciekła para koni,a u nas była brama otwarta i konie biegły podjazdem,A ja wystawiłam ręce,bo chciałam je łapać!Wybiegła Babcia i widziałam  przerażenie w jej oczach.A mi było smutno ,bo nie udało się złapać chociaż jednego....
I Nigdy nie zapomnę tej chwili,gdy po porodzie położna położyła mi na piersi,młodszego syna.Była to bardzo wzruszająca  chwila dla mnie ... .DZIĘKUJĘ JEJ!! Starszego nikt mi nie położył.
Tak było.Może budynki już nie istnieją i takich znajomych już nie ma,ale tego co w sercu i wspomnieniach ,tego nikt nie zabierze.Miłego dnia :)

wtorek, 24 marca 2015

I znowu mamy wiosnę !

Witajcie :) Trochę mnie tu nie było,więc nadganiam zaległości .W domu pojawił się wymarzony,długo oczekiwany i poszukiwany dębowy (ciężki jak cholera :) ),stary (bo jak mogło być inaczej ? ;) ) stół.Do windy się nie zmieścił (oczywiście! ) i mój biedny ( w tamtej chwili ;) ) mąż,wnosił go po schodach na 6 piętro...Kto kupuje takie meble do bloku? Ja! :)
Jestem ze stołu bardzo dumna,tym bardziej,że sama od początku do końca go odnawiałam :) A nie grzeszę cierpliwością i jakimkolwiek pojęciem o odnawianiu mebli...
Do stołu dołączyły także bardzo wymarzone i upragnione stare krzesła,przyjechały prosto z Francji.Jak ze stołem ,wzięłam się za ich odnawianie.Chyba zaczyna mi to powoli wchodzić w krew ;) Stolarka była w dobrym stanie,ale tapicerka absolutnie do natychmiastowej wymiany.
Z poszukiwaniem dobrego tapicera ,który chociaż myśli podobnie jak ja (ale jaki facet myśli podobnie jak kobieta? ),były rzecz jasna problemy.
A myślałam,że jak mieszkam w Gdańsku,to żadnych nie będzie...
Pierwszy Pan z uporem maniaka wciskał mi ,ze najlepsze będą pinezki i taśma tapicerska do wykończenia .Chyba tylko tak by je potrafił zrobić.Nie mamy lat 80-tych i trzeba trochę wyobrazni ,aby wyjśc naprzeciw temu co klient sobie zazyczy ( a zwłaszcza taka upierdliwa i obstająca przy swoim baba jak ja  :) )
Drugi tapicer dał radę i teraz cieszę się z tych pięknych 6 krzeseł.
Teraz czekam na łóżko (też stare ),które trzeba będzie odnowić ,a jakże! :)
Jednym słowem marzenia się spełniają .
Poza tym ,u mnie już jajkowo,kurkowo i zajączkowo się porobiło :) Magia wiosny na mnie działa! Kocham ten czas .Życzę Wam wszelkiej wiosennej radości,Asia :)